Alkohol – szef, który daje poczucie swobody i w nim utwierdza

Spis treści

Alkoholizm to coś jak łysina.

Nie wiadomo, kiedy się pojawia. Czy jeden włos to już łysina, czy wciąż czupryna.

I jak brzuch. Robi się sam. Nie wiadomo skąd. I kiedy. I nim się człowiek obejrzy, on już jest.

Ba, wszyscy wokół widzą, tylko jedna osoba nie widzi i nie wie. Bo alkoholizm to aktor doskonały. Ba, reżyser. Przez duże „R”.

Ty grasz, jak On Ci każe. Z przekonaniem grasz rolę panującego nad sobą. Choć dnia bez kieliszka nie było od …. . Od dawna.

Wszyscy wokół mówią coś, że czegoś nie zrobiłeś, ale Ty jeden wiesz, że oni nie dostrzegają w Tobie owego ognia kreatywności. Toż każda kropla ma swoje uzasadnienie. Ba, Ty mógłbyś nie pić. Ale świat tego od Ciebie wymaga. Choć nie chcesz, musisz. Ty się poświęcasz, a nikt tego nie rozumie.

Z wyjątkiem reżysera. On ma wszystko rozpisane. Szczere postanowienia i szczere żale. On wie, że wszyscy wokół już wiedzą, a Ty nie.

Reżyser daje Ci wolną rękę.

Możesz zapomnieć się w swojej pasji.

I odlecieć. A właściwie zlecieć. Na samo dno. I to jest to. Bo można by się odbić. Ale nagle reżysera braknie. On swoje zrobił. Teraz czas na Ciebie. Na odbicie?

A może zaczniesz się na tym dnie urządzać?

Może bycie na poziomie szamba jednak Ci się spodoba.

Może zaczniesz tam wić gniazdo.

Czy to są pytania głupie?

Wg mnie to są pytania o życie.

Nie patrzę na statystyki, choć nawet pobieżne spojrzenie każe się martwić. Coraz więcej moich klientów przyznaje się do problemu z alkoholem. To są szczęściarze. Bo już wiedzą. I coś z tym zrobią. Większość – niestety – nie.

Alkoholizm nie zabija ludzi wprost.

Zabija pośrednio. Upośledza wiele funkcji. Zabija relacje. Zabija działanie. Zabija realizację marzeń. Pielęgnuje poczucie wstydu i niską samoocenę.

Do czasu kolejnego znietrzeźwienia. Wtedy się rodzi mistrz. W każdym zakresie. Choć pije zwykle, aby nie myśleć, po alkoholu myśli, że jest wszystkim. Jest mistrzem. Choć głównie ofiarą. Da się tak.

Alkoholizm tak masowy, że niewidoczny

Alkohol działa adekwatnie do czasów. A te są wyjątkowe. Jak i alkoholizm. Taki sam. Ale wyjątkowo masowy. Od dawna wiadomo, że  ilość spożywanego alkoholu rośnie wtedy kiedy, występują różnego rodzaju kryzysy ekonomiczno-społeczne. Ludzie piją, kiedy wystawieni są na stres. Piją, aby nie myśleć.  Chcą zapomnieć. Choć na chwilę.

W ten sposób

alkohol daje wolność. Zniewalając jednocześnie

Jest jak czarodziej. Setka, pyk, i problem się zmniejsza. Po piątej znika. Dla alkoholika. Mający poczucie wstydu i winy alkoholik jest łatwym obiektem do sterowania. Alkohol jest jak dobry szef – daje Ci poczucie wolności, ale zadba o to, abyś w nim trwał. W tym poczuciu.

Kac tworzy poczucie lęku. I zagrożenia

Strach przed nieznanym. Gdy znany dobrze jest adres najbliższego stoiska z alkoholem. Dostępny zawsze.

Strach kiełznany jest tym, co dostępne.

Najbardziej. I akceptowalne. Też najbardziej.

Problemy z odpornością. Z otyłością. Z opuchliznami. Z finansami. Niektórzy – przejrzawszy – rzucają się na zdrowie. Suplementy, diety i wszystko, co reklamowane jako zdrowe. Żeby pokazać, że przecież się starasz.

Spoko, Reżyser przewidział. Również to, że będziesz pił. Codziennie. Pół litra. Albo kilka win. Albo jedynie ośmiopak.

Wiadomo, nie upijesz się. Nie codziennie. Chadzasz do pracy. Ponadto pijany wypijesz mniej niż lekko wstawiony. A Ty nie jesteś jakimś pijakiem.

Jesteś degustatorem. Zapalonym. Wręcz nałogowym.

Będąc na rauszu, możesz więcej. I masz kontakt.

Moi dwaj rekordziści dziennie starają się nie przekraczać 0,7 litra wódki. Codziennie.

I jednemu i drugiemu nie zawsze się udaje utrzymać tę normę. Ale się starają. Czasami wychodzi ponad 1 litr. Choć się starają.

Starają się też być zdrowi. Ba, to ich najbardziej pochłania. Zdrowo żyją. A mimo to tyją. Nie wiadomo zupełnie dlaczego. I nie są zdrowi, choć tak o zdrowie dbają.

To nic, że 100 g wódki to ok 230 kilokalorii. To nic, że 100g soku owocowego czy cola to ok 50 kilokalorii. To nic, że dziennie wlewają w siebie więcej kilokalorii niż potrzebują. To nic, że oprócz tego coś jedzą. To wszystko nic. Nie mają zdrowia. A medycyna nie potrafi im pomóc. Szczerze im współczuję.

Ale Reżyser nie przewidział refleksji. Aktor ma grać. Aktor ma działać a nie myśleć. Będąc aktorem reżyserowanym przez Reżysera o Nazwisku Alkoholizm, nie masz myśleć. Masz pić. A ta otyłość, opuchlizny i brak odporności są super uzasadnieniem. Zwłaszcza, że otyłość będzie rosła, opuchlizny zajmą większą część ciała, odporność zapomni, że istnieje. To jak kredyt w lombardzie. Jak spirala ruszy, może być tylko gorzej.

Brak odporności. Bezsenność. Choroby bakteryjne. I ten cholerny brak spełnienia.

Nie piłbyś, gdybyś nie chorował (a). A tak musisz. Bo przecież boli. Jak sam mówisz, mógłbyś nie pić. Ale pijesz, bo lubisz. I bo boli. A może, by nie widzieć, że toniesz. Bo to może boleć. Najbardziej.

Koniec części pierwszej. A w zasadzie drugiej. Jedna już była.

Będą kolejne.

Uważam, że są niezbędne.

Życie wielu osób jest za krótkie przez alkohol.

Znam z gabinetu wiele takich historii. Pomagam uczynić je historią. Gdy już ktoś chce.

Dlatego uczę niemyślenia. Bo jeżeli daje się nie myśleć bez alkoholu, ten ostatni traci uzasadnienie.

 

© copyright by stefan podedworny

 

 

Ostatnie wpisy

Szkoła dobrego snu
Nic prostszego, a efekty mogą zaskoczyć. Teraz trudno o młodych i doświadczonych zarazem.
chętnie pomogę