Zdrowie… jak zgłosić zaginięcie

Spis treści

Jak zgłosić stratę zdrowia na policji

A gdyby przyszło nam zgłosić zaginięcie zdrowia na policji…

Jak je opisać? Że niby co nam zginęło? Jak zaznaczyć, że zginęło akurat nasze zdrowie a nie cudze?

Jak nie wyjść na oszusta?

Czy nasze zdrowie miało jakieś cechy szczególne? Wszystko przecież ma jakieś. Ja np mam 9 i pół palca u rąk. A moje zdrowie ma jedną piętę Achillesa. Poza tym jest jak ten, Ursus.

Może tak naprawdę zdrowia nigdy nie było? A zgłaszać chcemy żeby wyłudzić odszkodowanie…

Tyle tylko, że odszkodowanie nie jest za utratę (zagubienie, kradzież itp) zdrowia, ale za to, że jest jakaś korzyść. W postaci … choroby. Czyli zyskujemy chorobę i odszkodowanie. Przecież w katalogu ryzyk nie ma utraty zdrowia. Jest natomiast katalog chorób,  które można nabyć wraz z prawem do odszkodowania.

A zdrowie… Może  go w ogóle nie ma?  Może to taki stan, że jest, ale w istocie … nie ma 🙂 Jakby kiedykolwiek ktokolwiek je miał, nie miałby kłopotu z opisaniem. I ze zgłoszeniem zaginięcia. Jakby w razie zaginęło.

Zdrowie – trudna sprawa

Wiedzę czerpiemy głównie z … reklamy. W niej dominują lekarstwa. A więc w istocie brak zdrowia.

Skoro zatem nie ma zdrowia nawet w reklamach, oznaczać może jedynie jedno – ma go nie być. Ma być pożądane, ale nigdy nie osiągalne. Na zdrowych ludziach nie da się zarobić. Po co im byłyby leki, cudowne diety, wspaniałe zabiegi. A my przecież jesteśmy w tej reklamie tylko i aż konsumentem. Mamy marzyć o własnej doskonałości, która jedynie ma szansę się wydarzyć dzięki temu, co reklama nam powie. No bo dzięki czemu innemu miałoby się stać 🙂

Zdrowie – do zapomnienia przez konsumenta

Jakkolwiek zdrowie definiować, pewnie można by się zgodzić, że zdrowie jest wtedy, kiedy nic się nie dzieje. A skoro nic się nie dzieje, nie ma potrzeby się tym zajmować.

W istocie mało kto się zdrowiem zajmuje. Nie zajmuje się nim ani lekarz, ani ministerstwo zdrowia ani nawet Światowa Organizacja Zdrowia.

Przedmiotem wspólnej troski są choroby.

Te przychodzą, kiedy chcą.

Podobnie jest z ich odejściem.

I wtedy okazuje się, że ta nuda, gdy nic się nie działo, jest lepsza niż czas, kiedy jest o czym mówić. Bo o chorobach to mówić się da, całymi dniami. A przy zdrowiu… nuda.

Na zdrowiu się nie zarabia, jedynie na chorobach.

Zdrowie nie jest reklamowane. Na nim zarobić się nie da.

Ja ostatnio niewiele jadłem, żeby nie rzec, wcale. Nie używałem butów. Nie kupowałem benzyny. Toż ze mnie nie dało się wyżyć.  Chodzi taki pieszo i nawet butów nie zdziera. Nie je. Nawet od jakiegoś czasu ani wina ani wódki nie pije.

Ni akcyzy ze mnie, ani zwrotu z reklam. Normalnie czułem się jak pasożyt. Na zdrowej tkance chorych ludzi 🙂

Jeszcze bezczelnie uważam, że zdrowia mam pod dostatkiem…

A może powinienem mieć poczucie winy.

Że przez swoje poczucie zdrowia pozbawiam przychodów sprzedawców tego wszystkiego, co by mi sprzedać mogli, gdybym nie czuł się tak dobrze.

Na swój użytek definiuję i zdrowie, i szczęście w podobny sposób 

Zdrowie to stan idealnej harmonii rozumu, ciała, duszy i … kieszeni.

Dusza – żeby się coś chciało, rozum – żeby to się jakoś ogarniało, ciało – żeby nadążało i kieszeń, żeby o niej nie myśleć i nadrobić ewentualne braki w pozostałych.

Myślę, że i pieniądze, i zdrowie mają jeden wspólny element – dobrze jest wtedy, kiedy się o nich nie myśli.
Ale przychodzi czasem taki moment, że myśli o zdrowiu się pojawiają. Wtedy chciałoby się powrócić do niemyślenia o nim.

Jest w tym oczekiwaniu często coś niejasnego.

Nie tyle zdrowie pociąga, co jego brak straszy,

a wizja tego braku staje się bardziej dolegliwa od samego wyobrażenia.

Wcale nie uważam, że zdrowie to brak choroby. Zdrowie to, według mnie, możliwość pełnienia ról społecznych – i w relacjach z innymi, i ze sobą samym.

Przez mój gabinet przewija się wiele osób. W tym wielu niepełnosprawnych. Wielu z nich doskonale się realizuje. I wręcz wkurzają się, gdyby potraktować ich jak osoby chore. Z kolei wiele osób z – zdawać by się mogło – drobnymi ograniczeniami, nie jest w stanie sobie poradzić.

Zdrowie to coś, czego nie ma. Ale jeśli już gdzieś go szukać, to w głowie. Tam jest jego wyobrażenie. A że wyobraźnię mamy różną, różne są też nasze myśli na temat zdrowia. Samopoczucie może zmieniać się w zależności od nastroju, a nastrój od tego, co czujemy w ciele. W ten sposób mamy samonapędzający się mechanizm. Nie tyle ciało i dusza, co ciałodusza.  Coś zrośnięte.

Kiedy coś mi nie idzie i tracę nadzieję, boli np żołądek, napinają się mięśnie, boli kręgosłup. Czyli z emocji boli ciało. Kiedy zaś np boli mnie ząb, zaczynam się wściekać, smutnieć itd. Czyli z bólu ciała rodzą się emocje.

Kto wie, może nie istnieje dusza bez ciała a nasze ciało bez duszy… Ale to już na inny wpis.

Nastrój zależy od stanu ciała, a  stan ciała zależy od nastroju. Jak to wszystko dostroić?  Jak zacząć?

I już nie przestać.

A wg mnie zdrowie istnieje.

I z nim mi do twarzy.

Myślę, że Tobie też będzie.

Bo

ze zdrowiem do twarzy każdemu.

Zapamiętaj: da się żyć bez chorób.

Tylko jak wtedy reklamować lekarstwa, suplementy i wszystko inne, co budzi nadzieję na to, co w istocie już masz.

Tylko

nie zawsze go używasz.

Mam na myśli zdrowie …

© copyright by stefan podedworny

Ostatnie wpisy

Szkoła dobrego snu
Nic prostszego, a efekty mogą zaskoczyć. Teraz trudno o młodych i doświadczonych zarazem.
chętnie pomogę